Jako osoby wierzące często oglądamy filmy, czytamy książki i słuchamy świadectw, w których pojawia się temat tego, jak Bóg przemawia do człowieka. Czasem w sposób bardzo wyraźny, a czasem subtelny. Ja również wierzę w Boga, ale nie mam pewności co do tego, jakie są dokładnie Jego zamysły i w jaki sposób działa. Myślę, że nikt z nas nie może być tego w 100% pewny, choć w internecie nie brakuje osób, które wypowiadają się o tym z dużą pewnością.
Często słyszę od znajomych: „Modlę się tyle czasu i nic – żadnych słów, żadnego znaku, żadnego odczuwalnego kontaktu”. Z kolei inni mówią do mnie: „Jarek, tobie się coś takiego przydarzyło – Bóg przemówił do ciebie wyraźnie, a ja nic nie słyszę”.
Oczekiwanie na „głośną orkiestrę”
Myślę, że w dużej mierze to, czego się spodziewamy, wynika z tego, co widzimy i słyszymy. Filmy, książki, a nawet niektóre świadectwa pokazują Boga jako Tego, który działa spektakularnie – wysyła aniołów, uzdrawia, przemawia wprost, niemal jak głos słyszalny dla ucha.
Nic więc dziwnego, że podświadomie oczekujemy, iż Bóg przyjdzie do nas jak głośna orkiestra – z hukiem bębnów, dźwiękiem trąb i potężnym hukiem uderzających piorunów. Gdyby jednak tak było zawsze, nasza wiara wyglądałaby zupełnie inaczej. Bo kiedy człowiek widzi coś tak oczywistego i potężnego, nie ma już miejsca na wątpliwości – pozostaje tylko pewność.
Cichy dźwięk trójkąta – subtelna obecność Boga
Ja sam po swoim nawróceniu doświadczyłem czegoś, co można porównać do głośnego dźwięku trąbki – wyraźnego i mocnego sygnału: „wróć do Mnie”. Ale z czasem coraz częściej zauważam coś zupełnie innego – delikatne, ciche „uderzenia w trójkąt”.
To bardzo subtelne momenty. Krótkie. Czasem niemal niezauważalne. Może to być podmuch wiatru, który nagle przynosi spokój. Promień słońca wychodzący zza chmur dokładnie w chwili, kiedy tego potrzebujesz. Niby zwykłe rzeczy – a jednak w sercu czujesz, że to nie jest przypadek.
Właśnie tak, moim zdaniem, Bóg najczęściej do nas przemawia – nie przez hałas i spektakularne znaki, ale przez ciszę i prostotę.
Chcę też zwrócić się do osób, które mówią: „Modlę się i nic nie czuję. Bóg do mnie nie przemawia”. A może… nie ma takiej potrzeby?
Może Bóg widzi twoją wiarę, twoją miłość i twoje zaufanie – i nie musi „uderzać w trójkąt”, bo jesteś blisko Niego. Może jesteś w dobrym miejscu. Może twoja dusza jest spokojna i zdrowa, dlatego nie potrzebujesz wyraźnych znaków Jego obecności.
Często to właśnie osoby pogubione, cierpiące lub oddalone od Boga dostają mocne, jednoznaczne znaki. Tak jak ja kiedyś. I dziś patrzę na to inaczej: skoro potrzebowałem tak głośnego „wezwania”, to znaczy, że naprawdę było ze mną źle.
Dlatego nie warto mieć do siebie pretensji, że „nie słyszysz Boga”. Może właśnie to jest znak, że jesteś bliżej, niż myślisz.
Rozglądaj się. Słuchaj. Trwaj w wierze.
Bóg jest cały czas przy nas. Być może któregoś dnia usłyszysz ten cichy dźwięk, gdy delikatnie poczujesz Jego obecność w krótkiej chwili. Życzę Ci tego.

Leave a Reply